Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dieta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dieta. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 sierpnia 2009

Simpy happy.

Jestem na etapie lubienia siebie. Dokładnie taką, jaką jestem. Dietom mówię nie. Diety to zło. Zresztą czy jest sens głodzenia się i odmawiania przyjemności kochanej sobie skoro w pracy nie mogę opędzić się od facetów, a w domu mam Ogrzaka, który za mną szaleje? No właśnie!

Dlatego śpiewam sobie radośnie kultową piosenkę z West Side Story...

I feel pretty
Oh so pretty
I feel pretty and witty and bright
And I pity
Any girl who isn't me tonight
I feel charming
Oh so charming
It's alarming how charming I feel
And so pretty
that I hardly can believe I'm real

See the pretty girl in the mirror there?
Who can that attractive girl be?
Such a pretty face
Such a pretty dress
Such a pretty smile
Such a pretty me
I feel stunning
And entrancing
Feel like running
And dancing for joy
For I'm loved
By a pretty wonderful boy

środa, 17 czerwca 2009

Kalejdoskop wrażeń.

Nie lubię sezonu urlopowego. Sama w tym czasie nigdy nie dostaję wolnego, za to pracy jest po kokardę. Tylko w maju wylatałam prawie 50 000 km. Zaczęły się czartery i latanie do wakacyjnych kurortów takich jak Rodos, Hurgada czy Heraklion. Zamarzyło mi się wyjechać do ciepłych krajów i wyleżeć na plaży. Nic jednak nie zapowiada bym w najbliższym czasie mogła zrealizować te marzenia.
W ciągu ostatniego miesiąca dwa razy zaczynałam dietę - za każdym razem z takim samym, niezbyt zadowalającym skutkiem. Wskazówka wagi przesunęła się co prawda nieco w dół, ale to nie jest to, na co liczyłam. Czasami sama nie wiem, jak ze sobą rozmawiać...
Spokojnie przygotowujemy się do ślubu. Przyznaję, że był czas, kiedy żałowałam, że wybraliśmy tak odległy termin, ale dziś myślę, że podjęliśmy słuszną decyzję. Spokojnie, po kolei wszystko sobie załatwiamy - bez szarpania i nerwów. Do początku października idealnie się z wszystkim wyrobimy.
Tymczasem na weekend wybieramy się ze znajomymi do Wrocławia i choć byłam tam przecież wiele razy to nie mogę się doczekać :)

sobota, 21 marca 2009

Diet Wars.

Przyszła wiosna. Co prawda na razie tylko kalendarzowa, ale jest! Przyroda zaczęła budzić się do życia, a wraz z nią... moja ochota do zrzucenia kilku centymetrów. Pofolgowałam sobie tej zimy, czego z całą pewnością nie da się nie zauważyć. Zaokrągliłam się tu i ówdzie, ale wcale nie jest mi z tym źle. Z chęcią zostawiłabym przynajmniej część krągłości ;) A tu czas zacząć zbijać BMI. I to wcale nie (a przynajmniej nie głównie) z powodu zbliżającego się ślubu. Kilogramy mam zamiar pozrzucać w ramach innych przygotowań. Może nawet ważniejszych niż te ślubne? W każdym bądź razie kwas foliowy już dwa tygodnie temu przystąpił do akcji. Teraz czas na ruch i zdrowe odżywianie. Z tym pierwszym nie powinno być problemu. Druga kwestia jest nieco trudniejsza, ponieważ w sklepach wciąż jeszcze jest mało świeżych owoców i warzyw, a te co są, smakują jakoś plastikowo. Z utęsknieniem wyczekuje pomidorów. Bez ich wsparcia walka będzie o wiele cięższa. Niemniej wojny dietetyczne uważam za rozpoczęte!
ślub, wesele