Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ślub. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ślub. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 października 2009

Podróż poślubna.

By odpocząć po ślubie polecieliśmy do Izraela. I muszę przyznać, że był to strzał w dziesiątkę. Z jednej strony słońce, plaża, morze i temperatura około 30 stopni Celsjusza, z drugiej wspaniałe zabytki - pamiątki po wyprawach krzyżowych, a z trzeciej miejsca święte jak Bazylika Grobu Świętego. W końcu czy może być lepsze miejsce by prosić o błogosławieństwo na nowej drodze życia?
Ten tydzień wystarczył nam by się zrelaksować. Nie zabrakło niczego, co w podróży poślubnej być powinno. Z Ziemi Świętej wróciliśmy opaleni, uśmiechnięci, z podarkami, mnóstwem zdjęć i wieloma dobrymi wspomnieniami :)

poniedziałek, 19 października 2009

Na nowej drodze życia.

Strasznie się ociągałam z napisaniem tej notki - a to czasu, a to weny nie miałam, a to mi się nie chciało. A bardzo dużo się wydarzyło od ostatniego wpisu.
Na początku października - tydzień przed ślubem - świadek z bratową zorganizowali mi wieczór panieński. I to nie byle jaki! Impreza miała miejsce w klubie i szkole tańca - Salsa Libre. Niespodzianką była godzinna lekcja tańca. Potem były wróżby, prezenty i tort. Ale najbardziej cieszyłam się z faktu, że były tam ze mną wszystkie moje najkochańsze dziewczyny :) Jeszcze raz stokrotne dzięki! :***
Cały następny tydzień spędziłam biegając tu i tam i dopinając wszelkie sprawy ślubne. I powiem Wam, że wyszło świetnie! Znaczy było kilka wpadek - ale może lepiej o nich nie wspominać - na zdjęciach ich nie ma, więc z czasem człowiek o nich zapomni. Generalnie byłam nastawiona dość pesymistycznie. Jak to mój mąż zwykł mówić - mam problem z delegowaniem obowiązków i faktycznie wychodzę z założenia, że jeśli coś ma być zrobione dobrze, to muszę to zrobić sama. Ponieważ doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że w dniu ślubu emocje nie pozwolą mi wszystkiego ogarniać (zresztą pannie młodej to chyba nawet nie wypada) założyłam, że na pewno coś się sypnie. No ale trudno - po co denerwować się czymś na co się nie ma wpływu?
Jakże cudownie się rozczarowałam! Przede wszystkim okazało się, że wszystkie osoby tak bardzo odradzające nam dwa śluby jednego dnia nie miały racji. To był doskonały pomysł! Na ślubie cywilnym byłam bardzo zdenerwowana - z trudem wymówiłam słowa przysięgi, no i oczywiście się popłakałam. Ale za to na ślubie kościelnym byłam już bez tremy. I wyszło naprawdę pięknie. Było wyjątkowo. Tata odprowadził mnie do ołtwarza, przyjaciel przeczytał czytanie, bratowa zaśpiewała psalm. Kazanie ks. Tomasza było stosowne, ładne i nie za długie. W pewnym momencie przemieniło się nawet w rozmowę z nami. Ah! I kościół pięknie wyglądał. A później był ryż, płatki róż, pieniążki, życzenia i kwiaty. To takie dziwne, ale bardzo przyjemne uczucie, kiedy ludzie, których nie znasz składają Ci życzenia i życzą najlepszego. Zabrakło mi jednak kilku osób. Osób które uważałam za bliskie, które na pewno będą na naszym ślubie. W końcu ślub ma się raz w życiu. Ogólnie kiedy o tym myślę, to dochodzę do wniosku, że zawarcie związku małżeńskiego to takie przedsięwzięcie, które dość mocno koryguje listę przyjaciół i bliskich znajomych. Ale mniejsza z tym. Nie warto pisać o tych, co rozczarowali. Lepiej pisać o tych, którzy spisali się na medal i udowodnili, że można na nich liczyć. A niektórzy zrobili to naprawdę w mistrzowski sposób :)
Po ślubie pojechaliśmy na wesele. Przywitano nas tradycyjnie chlebem i solą. Godnym zapamiętania jest fakt, że to ja trafiłam wódkę. I bardzo dobrze, bo dzięki temu wyluzowana weszłam na parkiet do pierwszego tańca. Zatańczyliśmy tango do utworu Carlosa Gardela "Por Una Cabeza". A potem zaczęły się tańce, hulanki i swawole. Nasz DJ spisał się rewelacyjnie! Zabawa co jakiś czas przerywana była na różne wstawki. A to przemówienie świadka (dzięki braciak!), a to podziękowania dla rodziców, aż w końcu tort i oczepiny o północy. Tort przygotowała dla nas Liwia - jeszcze raz bardzo dziękujemy! Welon złapała nasza świadkowa, szwagierka i siostra w jednym - Karolina (czekamy kiedy impreza!) a muszkę Tomek :)
Zabawę skończyliśmy o 5 rano. Było absolutnie cudownie. I jednego jestem pewna:
To był najpiękniejszy dzień mojego życia.

wtorek, 1 września 2009

Życie nie przestaje zaskakiwać. I znajomi też :)

To będzie bardzo szybka notka, bo za jakieś 3 minuty powinnam wychodzić do pracy. No więc wczoraj minął termin potwierdzania swojej obecności na naszym weselu. I szczerze mówiąc gdybyśmy przyjęli, że naprawdę zamierza przyjść tylko tyle osób ile potwierdziło, to zebrałoby się może 40, góra 50 sztuk.
Zgłaszały się głównie osoby, które już wiedzą, że nie będą mogły być. Przykro nam z tego powodu, ale cieszymy się, że jesteśmy o tym powiadamiani zawczasu a nie dzień przed.
Jedną z osób, która mnie zaskoczyła jest Goblin. No Goblin jak to Goblin - nikt po nim się punktualności nie spodziewa, dlatego bardzo się zdziwiłam, że wysłał SMSa o czasie. Cokolwiek to by nie było - dobry wpływ jego żony czy świeże doświadczenia z własnego ślubu - dzięki za info na czas :)

czwartek, 20 sierpnia 2009

Przedślubna hiperaktywność.

Ciekawa rzecz - im bliżej ślubu tym więcej rzeczy do zrobienia. Staraliśmy się być w miarę na bieżąco ze wszystkimi sprawami, ale i tak skubane się jakoś nawarstwiają.
No ale nie ma co narzekać - idzie nam naprawdę dobrze. Przydałaby się tylko jakaś dodatkowa przestrzeń na trzymanie tego całego ślubnego stuffu.
Ponadto - obecnie jestem na etapie szukania lokalu na wieczór panieński. Sugestie mile widziane :)

poniedziałek, 3 sierpnia 2009

Buty ślubne.

No po prostu muszę się pochwalić! Kupiłam buty ślubne. Są naprawdę śliczne. Proste, skromne, z idealnej wysokości obcasem. A do tego wyjątkowo wygodne - z mięciutkiej skórki. No i biorąc pod uwagę, że założę je pewnie tylko raz w życiu na kilka godzin to również ich cena była bardzo przystępna. Zamierzam w nich przeszaleć całą noc na parkiecie! Oto one :)

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

środa, 15 lipca 2009

Przygotowań ślubnych ciąg dalszy.

Do ślubu zostało trochę mniej niż 3 miesiące. Małymi kroczkami posuwamy się naprzód. Kupiłam sukienkę do ślubu cywilnego. Szukam butów i bielizny. Zastanawiam się nad wiązanką.
Zaczęliśmy rozdawać zaproszenia. Uczymy się tańczyć.
Jednak niektórych rzeczy nie można zrobić wcześniej. Nie rozsadzimy gości zanim nie będziemy dokładnie wiedzieć, ilu ich będzie. Nie ustalimy też ostatecznego kształtu menu. Nie kupię biżuterii dopóki nie będę miała sukni etc etc
Czyli jednak przedślubne bieganie i nerwy mnie nie ominą. No trudno.

środa, 17 czerwca 2009

Kalejdoskop wrażeń.

Nie lubię sezonu urlopowego. Sama w tym czasie nigdy nie dostaję wolnego, za to pracy jest po kokardę. Tylko w maju wylatałam prawie 50 000 km. Zaczęły się czartery i latanie do wakacyjnych kurortów takich jak Rodos, Hurgada czy Heraklion. Zamarzyło mi się wyjechać do ciepłych krajów i wyleżeć na plaży. Nic jednak nie zapowiada bym w najbliższym czasie mogła zrealizować te marzenia.
W ciągu ostatniego miesiąca dwa razy zaczynałam dietę - za każdym razem z takim samym, niezbyt zadowalającym skutkiem. Wskazówka wagi przesunęła się co prawda nieco w dół, ale to nie jest to, na co liczyłam. Czasami sama nie wiem, jak ze sobą rozmawiać...
Spokojnie przygotowujemy się do ślubu. Przyznaję, że był czas, kiedy żałowałam, że wybraliśmy tak odległy termin, ale dziś myślę, że podjęliśmy słuszną decyzję. Spokojnie, po kolei wszystko sobie załatwiamy - bez szarpania i nerwów. Do początku października idealnie się z wszystkim wyrobimy.
Tymczasem na weekend wybieramy się ze znajomymi do Wrocławia i choć byłam tam przecież wiele razy to nie mogę się doczekać :)

poniedziałek, 4 maja 2009

Niusy ślubne.

Po pierwsze i najważniejsze: wybrałam i zamówiłam suknię ślubną. Jest absolutnie cudowna! Taka baśniowa - coś jak Kopciuszek na balu u księcia. Mam nawet zdjęcie, ale z wiadomych przyczyn wstawić go tutaj nie mogę :)
Kolejna wiadomość: postawiliśmy stronę ślubną, na której już niebawem znajdą się wszystkie niezbędne informacje... i nie tylko ;) Witryna jest w ciągłej rozbudowie, więc prosimy o wyrozumiałość.
Poza tym jesteśmy na etapie wybierania obrączek i z przyjemnością stwierdzam, że jeśli chodzi o biżuterię to mamy z Ogrzakiem w miarę podobny gust.
Oprócz tego wciąż zajmuję się drobniejszymi sprawami i doszłam do wniosku, że nie wiem jak przystroić samochód by nie wyglądał jak karawan :/ No i nadal nie spotkaliśmy się z naszymi DJ'ami. Jak tak dalej pójdzie to będzie trzeba zrobić weselny Jam Session ;)

piątek, 10 kwietnia 2009

6 miesięcy.

Tyle czasu zostało do naszego ślubu. I dużo i mało. Sporo rzeczy zdążyliśmy już załatwić - ale sporo jednak jeszcze przed nami. Myślę, że najwięcej problemów sprawią nam zaproszenia. Zdążyliśmy się za nimi rozejrzeć i cóż... prawie nic nam się nie podoba. Niedługo będę musiała zdecydować się na suknię... i chyba wiem, którą wybiorę :) Na chwilę obecną zajmuję się drobnostkami takimi jak tablice rejestracyjne, księgi życzeń czy winietki. Martwi mnie, że nie mamy jeszcze DJa na wesele. A zaczyna się krucho robić z czasem.
Ale tak ogólnie to nie mam wątpliwości, że to będzie świetne wesele, nieziemska zabawa i niezapomniany dzień. Ale to za pół roku.
A tymczasem życzę Wam - Wesołych Świąt Wielkanocnych!

wtorek, 24 marca 2009

Instynkt macierzyński.

Dość dawno temu - będąc jeszcze nastolatką - obiecałam sobie, że nie pójdę do ślubu z brzuchem. Przez wiele lat trwałam w tym przekonaniu i wydawało mi się, że nie ma siły, która zmusiłaby mnie do zmiany zdania. Otóż teraz już wiem, że jest. Nazywa się instynkt macierzyński.
W gwoli ścisłości i uspokojenia czytelników - nie spodziewam się dziecka. Przynajmniej na razie. Ale tak na wszelki wypadek zmierzyłam wczoraj dwie suknie ślubne, w których ewentualnie mogłabym pójść do ślubu będąc w stanie błogosławionym. Przyznaję, że konieczność czekania jeszcze pół roku zanim zaczniemy się starać o naszego malucha, zaczyna być dla mnie prawdziwym wyzwaniem.
Wszystko zaczęło się jakieś półtora roku temu. Pewnego jesiennego poranka obudziłam się, a ze mną mój instynkt macierzyński. Usiadł sobie na łóżku obok mnie i cicho zapytał czy nie sądzę, że miło byłoby już mieć dziecko.
Trudno nie powiązać tego wydarzenia z faktem, że w tym czasie zaczęłam być z moim obecnym narzeczonym. Myślę, że kiedy kobieta jest pewna uczuć swojego partnera i kiedy wie, że to jest ktoś, na kim może polegać, kto jej nie zawiedzie, komu może zaufać, wtedy zaczyna się w niej rodzić pragnienie posiadania dziecka.
Dziś instynkt już nie szepcze. Całkiem często i całkiem głośno odzywa się zwykle robiąc mi wyrzuty. Argumentów przeciw poczęciu teraz potomka jest całe mnóstwo. Zaczynając od tego, że nie wiem jak będę znosić ciążę (a może musiałabym całą przeleżeć?), przez czynniki szkodliwe dla dziecka (stres w dniu ślubu i hałas na weselu) aż po inne nieprzewidziane wydarzenia.
Póki co, rozsądek przeważa, ale czasami zastanawiam się, czy to tak dobrze, że cała jestem taka poukładana.

poniedziałek, 23 lutego 2009

Nauki przedmałżeńskie.

Zaliczyliśmy dziś pierwsze nauki przedmałżeńskie. Mogłabym po prostu załatwić nam zaświadczenie o odbyciu takiego kursu, ale zdecydowaliśmy, że jednak sami chcemy w nim uczestniczyć. Tyle negatywnych opinii słyszeliśmy na ten temat, że doszliśmy do wniosku, że musimy to sprawdzić na własnej skórze. I przyznaję, że jak na mój gust głosy krytyki są mocno przesadzone.
Na pewno jest to po części kwestia kto i jak te nauki prowadzi, ale wydaje mi się, że największe znaczenie ma nastawienie. Tak sobie myślę, że jeśli ktoś idzie tam bo musi, a nie dlatego, że chce posłuchać i się czegoś dowiedzieć, to faktycznie może mieć poczucie zmarnowanej godziny swojego życia.
Wczorajszy wykład dotyczył obiegu dokumentów. Ks. Tomasz mówił właściwie tylko na temat ślubów konkordatowych, który nas przecież nie dotyczy, ale i tak siedziałam słuchając z zainteresowaniem. I naprawdę dowiedziałam się o rzeczach, o których wcześniej nie miałam pojęcia.
Oczywiście domyślam się, że zajęcia z planowania rodziny mogą być o wiele mniej ciekawe i pouczające. Ale i tak chętnie udam się do poradni rodzinnej. Zawsze mogę kiwać głową ze zrozumieniem. W końcu nikt nie pracuje na moim stanowisku dłużej niż rok jeśli nie opanował tej sztuki do perfekcji ;)

czwartek, 12 lutego 2009

26.

Czas płynie nieubłaganie i nie oszczędza nikogo. To chyba jedna z nielicznych sprawiedliwych rzeczy na tym świecie. Nieco mniej sprawiedliwe jest już to, że po jednych ten upływ czasu widać mniej a po innych bardziej. Całe szczęście należę do tej pierwszej grupy ;)
Nie pamiętam kiedy ostatni raz zostałam dostałam tyle urodzinowych życzeń. Po prostu zostałam nimi zasypana, wręcz zbombardowana. Telefony, SMSy, maile... aż się boję otworzyć lodówkę :)
Tak się akurat złożyło, że dzień moich 26. urodzin stał się również pierwszym dniem poszukiwań sukni ślubnej. Odwiedziłyśmy z mamą - moim najbardziej zaufanym odzieżowym doradcą - 5 sklepów. Przymierzyłam około 15. sukienek i już wyciągnęłam parę wniosków. Otóż:
- wiem, czego nie chcę
- wiem, że chcę welon
- wiem, że wydam na sukienkę więcej niż planowałam
- wiem, że ciężko będzie się zdecydować, bo (nieskromnie przyznam) w większości wyglądam po prostu ślicznie. Nawet bez makijażu i z wielkim rozlanym na pół przedramienia krwiakiem (pamiątka z WIMLu). Oczywiście mam swoją faworytkę, ale zanim ostatecznie wybiorę zwyciężczynię, odwiedzę jeszcze przynajmniej 3 miejsca. A do tego czasu pewnie będę bić się z myślami. Nie tylko w sprawie sukienki ;)

piątek, 6 lutego 2009

poniedziałek, 24 listopada 2008

Krok do przodu.

Zdaje się, że świat ślubny całkiem już stanął na głowie. Okazuje się bowiem, że obecnie śluby planuje się z dwuletnim wyprzedzeniem. Czyli na starcie byliśmy z Ogrzakiem jakby rok w plecy. Udało się nam jednak znaleźć miejsce na wesele i paradoksalnie nie termin był głównym problemem. Sprawdziliśmy jakieś 20-25 lokali i tylko w jednym miejscu pani była już całkowicie wyprzedana na rok 2009. Problemem była liczba gości, bo jak się dowiedzieliśmy, wesele na mniej niż 100 osób to impreza wręcz kameralna, a takich nie opłaca się przecież organizować.
Koniec końców znaleźliśmy naprawdę ładne miejsce, z którego oboje jesteśmy bardzo zadowoleni. Zarezerwowaliśmy termin i teraz możemy spokojnie zająć się przygotowaniami do Bożego Narodzenia :)

poniedziałek, 27 października 2008

Nach Breslau!

Miniony weekend był pełen wrażeń. Bardzo zresztą pozytywnych :)
Wybraliśmy się do Wrocławia. Głównym celem wyprawy było poznanie naszych rodziców i z przyjemnością stwierdzam, że misja ta zakończyła się powodzeniem. Zwłaszcza mamy - zgodnie z przewidywaniami zresztą - przypadły sobie do gustu.
Gwoździem programu były oczywiście rozmowy o naszym ślubie, ale nie zabrakło też innych atrakcji. Pogoda dopisała i mieliśmy okazję pospacerować po wrocławskim rynku i Ostrowie Tumskim rozkoszując się ciepłem jesiennego słońca. Nie zdążyliśmy zobaczyć jedynie ogrodu japońskiego, który kiedyś tak mnie urzekł. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Wrócimy wiosną! Był za to wystawny obiad. I lody :)
I wszystko się udało :)
Czy mogło się nie udać? Pewnie mogło. Bo przecież dla wszystkich to była nowa i dość stresująca - trzeba przyznać - sytuacja. Ogre dobrze się czuje w mojej rodzinie, ja w Jego i bardzo nam zależało na dobrych relacjach i zrozumieniu między rodzicami.
Teraz nie mogę się już doczekać Bożego Narodzenia, kiedy to znowu będę miała swoją starą i nową rodzinę przy sobie :)

niedziela, 28 września 2008

Claddagh ring.

Już kilka razy siadałam do napisania tej notki i rezygnowałam. Za każdym razem wydawało mi się, że nie potrafię uchwycić tego, co czuję; wyrazić tego, co myślę. Ale widać tak musi być.
Ogre poprosił mnie o rękę.
Właściwie (nomen omen) oświadczył, iż pragnie bym została jego żoną. Cóż mogłam odpowiedzieć, skoro ja również tego pragnę? Powiedziałam TAK :) Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym się przy tym nie rozpłakała. Aby nie było wątpliwości, dodam, że ze wzruszenia.
Pierścionek zaręczynowy jest przepiękny i absolutnie wyjątkowy. Im dłużej na niego patrzę, tym bardziej mi się podoba :) Próba opisania go jest raczej bezcelowa, żadne słowa nie wyrażą jego urody. Ale zdradzę, że jest to jedyny pierścionek, jaki wypada podarować irlandzkiej tancerce ;) Swoją drogą, gdybym go nie znalazła rano na swoim palcu, mogłabym pomyśleć, że to był tylko piękny sen.
Dokładnej daty ślubu jeszcze nie uzgodniliśmy. Ustaliliśmy jednak, że pobierzemy się pod koniec przyszłego roku - najprawdopodobniej w październiku. Bardzo liczymy na piękną polską jesień.
ślub, wesele