Pokazywanie postów oznaczonych etykietą My. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą My. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 grudnia 2009

Herbaciano-rysunkowy ogrzakowy zawrót głowy.

Ehh... uwielbiam ten intensywny tryb życia, kiedy ciągle coś się dzieje. To szanty, to sesja, to spacer Krakowskim Przedmieściem pod Zamek. A dzisiaj joga. A jutro dużo pracy, a pojutrze spotkanie fotografów i obiad u cioteczki. I znowu praca i Katowice.
No po prostu żyć, nie umierać!
Ale właściwie to nie o tym miałam pisać. Notka miała być jednej nowej i jednej starej, odgrzanej pasji. Czyli o rysowaniu i herbacie.
Tak - zaczęliśmy rysować. Ogrzak chciał się nauczyć tego od zawsze, a ja zostałam zachęcona wsparciem w postaci podręczników dla tych mniej utalentowanych. No i sobie rysujemy. Na razie wychodzi... różnie. Mąż stara się realistycznie. Ja sobie odpuściłam realizm. Moje postaci są stricte mangowe. Mam sporo problemów z proporcjami ciała. Twarze wychodzą mi całkiem niezłe, tylko nad włosami zawsze muszę dłużej posiedzieć. Generalnie marzy mi się rysować kiedyś tak jak VyrL. A wszystko po to by móc robić rysunki z sesji :)
Z herbatą trochę jak z tym rysowaniem. Ogrzak od zawsze uwielbiał herbatę. W domu mamy ich 1500 gatunków i odmian. Nawet ostatnio na Mikołaja kupiłam mu bardzo eleganckiego tea sticka z Duki. Rewelacja :) Ale wracając do tematu - ostatnio całkiem przypadkiem trafiliśmy na rozkwitające herbaty. No po prostu coś niesamowitego! Co prawda nie umiem powiedzieć jaka to była herbata, ale była pyszna. Zielona. Mi pachniała nagietkiem, Ogrzakowi rumiankiem. A jak wyglądała? No to popatrzcie sami.

środa, 16 września 2009

Nikon D3000

Dokładnie rok temu Ogrzak poprosił mnie o rękę. Wczoraj siedziałam zastanawiając się jak uczcić tę rocznicę. A co zrobił Ogrzak? Ogrzak wziął i kupił mi prezent, o którym od dawna marzyłam.
Nikon D3000. Jest mój. Piękny, szlachetnie czarny, idealnie układa się w moich rączkach.
No i jak tu nie być z nim szczęśliwą? :)))

środa, 15 lipca 2009

Przygotowań ślubnych ciąg dalszy.

Do ślubu zostało trochę mniej niż 3 miesiące. Małymi kroczkami posuwamy się naprzód. Kupiłam sukienkę do ślubu cywilnego. Szukam butów i bielizny. Zastanawiam się nad wiązanką.
Zaczęliśmy rozdawać zaproszenia. Uczymy się tańczyć.
Jednak niektórych rzeczy nie można zrobić wcześniej. Nie rozsadzimy gości zanim nie będziemy dokładnie wiedzieć, ilu ich będzie. Nie ustalimy też ostatecznego kształtu menu. Nie kupię biżuterii dopóki nie będę miała sukni etc etc
Czyli jednak przedślubne bieganie i nerwy mnie nie ominą. No trudno.

poniedziałek, 24 listopada 2008

Krok do przodu.

Zdaje się, że świat ślubny całkiem już stanął na głowie. Okazuje się bowiem, że obecnie śluby planuje się z dwuletnim wyprzedzeniem. Czyli na starcie byliśmy z Ogrzakiem jakby rok w plecy. Udało się nam jednak znaleźć miejsce na wesele i paradoksalnie nie termin był głównym problemem. Sprawdziliśmy jakieś 20-25 lokali i tylko w jednym miejscu pani była już całkowicie wyprzedana na rok 2009. Problemem była liczba gości, bo jak się dowiedzieliśmy, wesele na mniej niż 100 osób to impreza wręcz kameralna, a takich nie opłaca się przecież organizować.
Koniec końców znaleźliśmy naprawdę ładne miejsce, z którego oboje jesteśmy bardzo zadowoleni. Zarezerwowaliśmy termin i teraz możemy spokojnie zająć się przygotowaniami do Bożego Narodzenia :)

niedziela, 9 listopada 2008

Mała rzecz, a cieszy.

Niektórzy znajomi mówią, że jestem drobiazgowa. Ja na to, że przecież diabeł tkwi w szczegółach. I być może czasami faktycznie czepiam się detali, ale potrafię też za to docenić różne drobnostki. Tak jak na przykład kwiatek podarowany bez okazji :)
Podczas naszego pierwszego spotkania - wiele lat temu - Ogre podarował mi czerwoną różę. Później, podczas kolejnych wizyt, obdarowywał mnie zawsze tym kwiatkiem. Zawsze różą zawsze czerwoną. Wtedy jakoś nie dostrzegałam - jakże teraz oczywistej - wymowy tego gestu. A dziś, kiedy tak wiele się zmieniło i możemy wprost wyrażać swoje uczucia - a nie poprzez symbolikę kwiatową - zmieniły się i kwiaty.
I tak w zeszłym tygodniu salon zdobił czerwony goździk. A w tym panuje królowa kwiatów - biała lilia, która nie tylko olśniewa urodą, ale i uwodzi swym zapachem.
To tylko kwiatki. I aż kwiatki. To może nie dowód miłości, ale dowód na to, że On o mnie pamięta i zależy mu, by sprawiać mi radość każdego dnia, a nie tylko od święta. I jest jedynym facetem, którego znam, który tak pięknie postępuje wobec swojej damy :)
ślub, wesele