Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zmiany. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zmiany. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 października 2008

Zu.

Po dwóch latach zmowy milczenia (której to przyczyny właściwie nie udało nam się do końca ustalić) postanowiłam odezwać się do swojego wieloletniego przyjaciela. W gwoli ścisłości przyjaciel jest płci (bardzo) pięknej, tyle, że wyraz "przyjaciółka" ma dla mnie - jakoś tak, sam z siebie - nieco pejoratywny wydźwięk. Smutne, zupełnie jakby kobiety nie potrafiły się przyjaźnić. A przecież to nieprawda.
Na spotkanie szłam przekonana, że tak jak kiedyś to już nie będzie, ale nadal może być dobrze. Jakie więc było moje zdziwienie kiedy okazało się, że rozmawia się nam jak dawniej. Zupełnie jakbyśmy rozstały się wczoraj, tyle, że w międzyczasie zdarzyło się mnóstwo rzeczy do opowiadania.
Przy dzbanku (właściwie dwóch dzbankach) pysznej owocowej herbaty spędziłyśmy ponad trzy godziny wyjaśniając sobie różne sprawy i opowiadając, co się u nas działo.
Przez dwa lata starałam się nie dopuszczać do siebie tej myśli, ale teraz widzę, że naprawdę brakowało mi Zu. Cieszę się, że wróciła do mojego życia.

niedziela, 28 września 2008

Claddagh ring.

Już kilka razy siadałam do napisania tej notki i rezygnowałam. Za każdym razem wydawało mi się, że nie potrafię uchwycić tego, co czuję; wyrazić tego, co myślę. Ale widać tak musi być.
Ogre poprosił mnie o rękę.
Właściwie (nomen omen) oświadczył, iż pragnie bym została jego żoną. Cóż mogłam odpowiedzieć, skoro ja również tego pragnę? Powiedziałam TAK :) Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym się przy tym nie rozpłakała. Aby nie było wątpliwości, dodam, że ze wzruszenia.
Pierścionek zaręczynowy jest przepiękny i absolutnie wyjątkowy. Im dłużej na niego patrzę, tym bardziej mi się podoba :) Próba opisania go jest raczej bezcelowa, żadne słowa nie wyrażą jego urody. Ale zdradzę, że jest to jedyny pierścionek, jaki wypada podarować irlandzkiej tancerce ;) Swoją drogą, gdybym go nie znalazła rano na swoim palcu, mogłabym pomyśleć, że to był tylko piękny sen.
Dokładnej daty ślubu jeszcze nie uzgodniliśmy. Ustaliliśmy jednak, że pobierzemy się pod koniec przyszłego roku - najprawdopodobniej w październiku. Bardzo liczymy na piękną polską jesień.

poniedziałek, 22 września 2008

Razem.

Po 10. miesiącach męczarni w postaci tęsknoty i kombinowania, jakby się tu spotkać, Ogre przeprowadził się do Warszawy. Wreszcie mieszkamy razem. Mamy siebie na co dzień i - co tu dużo pisać - jest świetnie. Zaskoczyła mnie ta łatwość, z jaką dopasowaliśmy się do siebie. Spodziewałam się, że przynajmniej początkowo będą tarcia i zgrzyty. Mniejsze, większe, na różnych płaszczyznach. Ale jak do tej pory nic takiego się nie wydarzyło.
Nareszcie mam poczucie, że wszystko jest na swoim miejscu :)

wtorek, 2 września 2008

Tatuaż.

Kilka lat temu, niecały miesiąc po 18. urodzinach, postanowiłam przyozdobić swoje ciało rysunkiem. Jak postanowiłam, tak zrobiłam - na mojej prawej łopatce pojawił się kolorowy piekielny konik.
Czy ten rysunek naprawdę mi się podobał?
Czy po prostu tak bardzo chciałam mieć tatuaż natychmiast, że nie poszukałam lepszego wzoru?
Czy dałam sobie wmówić, że to będzie świetnie wyglądać?
Czy też z upływem lat ten obrazek zaczął kojarzyć mi się źle?
Z perspektywy czasu trudno ocenić, jak było naprawdę. Grunt, że kilka miesięcy temu zdecydowałam się przyznać. Przyznać, że popełniłam błąd. A jak wiadomo za błędy - nawet (a może zwłaszcza?) te popełnione w młodości - trzeba płacić. Dosłownie i w przenośni.
Wczoraj byłam na pierwszym zabiegu. Przede mną jeszcze trzy albo cztery. Całkowite usunięcie tatuażu będzie kosztowało 3 razy drożej niż zrobienie go. Ale nie to jest najgorsze. Najgorszy jest zapach towarzyszący zabiegowi - mianowicie zapach palonej skóry. Mojej skóry. Nawet ból jest do wytrzymania, ale ten zapach przyprawia mnie o mdłości.
Pisałam już, że za błędy trzeba płacić?
Zastanawiałam się nad wstawieniem tu zdjęcia, ale z jednej strony to chyba byłoby zbyt drastyczne, a z drugiej jeszcze nie ma efektu godnego pokazania. W każdym bądź razie do przyszłych wakacji konik powinien zniknąć całkowicie. I przyznaję, że bardzo mnie to cieszy :)

poniedziałek, 1 września 2008

Przeprowadzka.

Jeśli chodzi o przeprowadzki, to mam już w tej materii pewne doświadczenie. Trochę ponad miesiąc temu przeprowadziłam się do swojego nowego mieszkania. Teraz przeprowadzam bloga.
Wstałam dziś z łóżka z jedną myślą: teraz albo nigdy! Czas na zmiany.
Przeprowadzka to dobry początek - taki z przytupem. Ale dopiero początek ;)
ślub, wesele